Nie mogę spać, nie mogę pracować, nie mogę normalnie funkcjonować, bo cały czas o tym myślę... Spotkałam się z nim i tak wiele się wydarzyło, że sama na własne życzenie narobiłam sobie bałaganu. Nienawidzę się tak czuć. Wczoraj gdy pisaliśmy, nie było tak źle. Dopiero dziś, gdy milczy i wiem na pewno, że to dlatego, że jest teraz z nią...
Nie chcę szczegółowo opowiadać, co się wydarzyło w sobotni wieczór, który spędziliśmy razem; przynajmniej jeszcze nie teraz, bo myślenie o tym już boli, a co dopiero pisanie... Znów wszystko odżyło. Dotyk, zapach, ciepło, pocałunek... uśpiłam to kiedyś na dnie serca, ale jak widać nie zdołałam zniszczyć. Ma dziewczynę i sam teraz nie wie, co ma zrobić. Na niej też mu zależy, a ja pierwszy raz w życiu jestem tą drugą...
Mam huśtawki nastrojów. Raz boleję nad wszystkim jak teraz i pęka mi serce na myśl, że dotyka innej.. a innym razem znowuż uważam z maksymalnym przekonaniem, że ten facet jest co najwyżej kompletną świnią, bo przytulał mnie, całował i płakał z powodu odwzajemnionych uczuć, a teraz jak gdyby nigdy nic spędza czas z nią; jest cholernie nie w porządku, a jej mogę co najwyżej współczuć. Boże jak ja chciałabym, by ta druga opcja zdarzała się częściej... wtedy na pewno by tak nie bolało...
I po co mi to było do jasnej cholery?? On wie, że chcę byśmy do siebie wrócili i... myśli... Dlaczego się po pół roku kiedyś rozstaliśmy? Bo szukając wiele miesięcy bezowocnie pracy zdecydowałam się na wyjazd do Anglii. Byłam pewna, że zostanę tam na stałe, więc nasze drogi się rozeszły. Gdy po paru miesiącach wróciłam, okazało się, że K. ma dziewczynę. Rozstał się z nią po trzech latach, miał dwa miesiące przerwy i teraz spotyka się z kolejną... prawie dwa miesiące.
Kogo uważam, że wybierze? Na pewno ją, bo przecież zawsze dostaję od życia kopniaki, więc dlaczego miałoby mnie to tym razem ominąć?? Napisze mi, że nie może jej zostawić, a ja będę musiała przełknąć następną gorzką pigułkę... Ja już jestem u kresu sił i coraz częściej się boję, że kolejnego zawodu nie przeżyję...
I jeszcze te zbliżające się święta... sama sobie zaserwowałam silną truciznę...
poniedziałek, 3 grudnia 2012
sobota, 1 grudnia 2012
61. sobota
Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę wychodzić z domu w sobotę. I
nie chodzi mi oczywiście o wieczory, podczas których dla wolnej kobiety
wychodne to wręcz obowiązek ;), ale o poranki i generalnie godziny
przedpołudniowe. Przepychanki, ciasnota i kolejki do kas praktycznie w
każdym sklepie; wszędzie jakiś dziwny pośpiech i hałas, a nawet strach o
własną torebkę.. Dziś musiałam wyjść, z racji zaniedbania sprawunków w
ciągu tygodnia, ale wierzcie mi.. zrobiłam to z maksymalną niechęcią :/
Zawsze staję na głowie, by zrobić zakupy w tygodniu, bo załatwianie
takich spraw w sobotę jest dla mnie prawdziwą katorgą...
Czy sobota to więc czas na leżenie w domu do góry brzuchem? Broń boże :) Sobota to idealny dzień na porządki- i materialne i te duchowe. W domu harmonia, cisza (pomijając uspokajającą w tle muzykę); nikt mnie nie pogania, z nikim się nie muszę ścigać... Jestem tylko ja, moja ścierka i spray do mebli ;) A potem.. potem czas na pyszną sałatkę iii.. najlepiej randkę ;) A jak tego ostatniego brak to na pewno co najmniej nowe znajomości ;)
Czy sobota to więc czas na leżenie w domu do góry brzuchem? Broń boże :) Sobota to idealny dzień na porządki- i materialne i te duchowe. W domu harmonia, cisza (pomijając uspokajającą w tle muzykę); nikt mnie nie pogania, z nikim się nie muszę ścigać... Jestem tylko ja, moja ścierka i spray do mebli ;) A potem.. potem czas na pyszną sałatkę iii.. najlepiej randkę ;) A jak tego ostatniego brak to na pewno co najmniej nowe znajomości ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)